Tusk pseudopodatkowy czyli jak wkręcić firmowy samochód?


Wczoraj, pojawiły się informacje prasowe na temat świętego oburzenia, jakim zapałał Pan Premier wobec przekrętów dokonywanych przez rodaków w temacie „samochody firmowe”.

W eter poleciał cytat „Premier Donald Tusk powiedział, że rząd, nowelizując przepisy dotyczące podatku VAT od tzw. samochodów z kratką, chce walczyć z nieuczciwością, a nie z przedsiębiorczością. Jak mówił, skala nadużyć w tym zakresie jest istotna dla budżetu państwa… Jak zaznaczył, widuje się „luksusowe mercedesy i porsche cayenne z kratką w środku”. „Tam nikt jajek z hurtowni na targ nie przewoził” – dodał.”


Niestety – znam realia życia podatkowego i cytowane słowa Pana Premiera, jawią mi się niby wykład jakiegoś chłopa, ledwo trzymającego się płotu. Tyle tu niekompetencji, uproszczeń, łopatologicznej propagandy.

Faktycznie – posiadanie samochodu osobowego na stanie, jest dla polskiej firmy zdarzeniem podatkowo ryzykownym. Nasz ustawodawca już prawie 20 lat temu przyjął domniemanie, że środki transportu w biznesie stanowią nieodpartą pokusę dokonywania nadużyć. Powstała więc – ustawowo przewidziana hochsztaplerka. Podobno więc samochód osobowy najłatwiej wykorzystać do prywatnych potrzeb.

Ot – choćby udostępnić najemnikowi bezpłatny dojazd do pracy (nota bene powinien być opodatkowany PIT). Lub w niedzielę zajechać z fasonem przed kościół.

W istocie – firma kupująca samochód (w domyśle – dla zbytku) płaci zań o ok. 40% niższą cenę (jeśli uda się zaliczyć w koszty podatkowe) i odpowiednio mniej wydaje za każdym razem na paliwo.

Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że osoba prywatna, najczęściej pracownik najemny nie ma prawa zaliczyć do kosztów PIT tego typu wydatków swojego życia – także zawodowego.

W powszednim życiu naszej skarbówki, przez większość czasu, zastępy fiskalnych specjalistów pracują więc nad tworzeniem i łataniem systemu utrudniania używania samochodów w firmie.

Z drugiej strony – armia cwaniaków nie ustaje w próbach ośmieszenia fiskusa.

W tej opowieści (której początki sięgają roku 1996) znalazły się więc i małolitrażowe ciężarówki (np. Fiat Panda z kratką), i wzór posła Lisaka, paranoja wokół unieważniania dziwacznych wpisów w dowodach rejestracyjnych, renesans pick-upów, wreszcie – spór zaniesiony przed oblicze Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. I – z głupia frant (po przegranej przed Trybunałem), utrzymywany w ustawie o VAT przez 2 lata – od początku nieważny – przepis ograniczający odliczenia dla „samochodów z kratką”, którego nikt nie musi przestrzegać. Warto wspomnieć, że z powodu zagranicznego Trybunału, fiskus musiał zwrócić chętnym VAT od samochodów i paliwa, uprzednio nie odliczony, poczynając od 2004 r.

Obecnie – najprościej rzecz ujmując – zakup samochodu firmowego, jeśli nie jest on ewidentną ciężarówką – oznacza ograniczenie w podatku dochodowym – przymus kilkuletniej amortyzacji zamiast bezpośredniego odliczenia kosztów. W ogóle nie można rozliczyć podatkowo ceny samochodu osobowego, zaliczonego do środków trwałych wyższej niż 20 tys. Euro.

 

Od przyszłego roku, tymczasowo – przez 3 lata – na prośbę polskiego rządu, znowu będą obowiązywały ograniczenia w odliczaniu VAT naliczonego od zakupu samochodów i paliwa. Nie jest to więc, jak, prostolinijnie utrzymuje Premier – rozwiązanie kwestii nieuczciwości podatkowej przedsiębiorców, a zwykły – pro budżetowy manewr przejściowy.

Oczywiście – specjalista podatkowy, od razu znajdzie kilka rzetelnych możliwości złagodzenia sytuacji. Np. wykorzysta leasing operacyjny z odpowiednio ustawionymi kwotami poszczególnych rat.

Można jednak spróbować pójść na całego, z miejsca wymijając 80% fiskalnych przeszkód i realnie obniżając wydatki na zakup pojazdu.

Wystarczy np. bacznie przyjrzeć się interpretacji indywidualnejnr IBPBI/1/415-713/10/AP z 15 września 2010 r., wydanej przez Dyrektora Izby Skarbowej w Katowicach.

Pewien Pan przedstawił tu do zatwierdzenia, urzędnikom Ministra finansów, następujący projekt optymalizacji PIT i podatku od darowizn.

Dokonał zakupu używanego samochodu osobowego na firmę. Nie zapłacił VAT naliczonego w cenie, więc w tym zakresie nie było kłopotu.

Samochód wpisał do używania w firmie na czas krótszy niż rok. Nie wystąpił więc tu środek trwały. Nie było przymusu amortyzacji. Ale wszystkie wydatki eksploatacyjne (paliwo, remonty) można było zaliczyć do kosztów podatkowych. Skoro samochód nie był środkiem trwałym – cała jego cena nabycia została bezpośrednio zaliczona do kosztów podatkowych. Zakup był więc z miejsca o 19% tańszy niż w normalnych warunkach rynkowych. Poza tym – zakup mógł dotyczyć dowolnie drogiego samochodu.

Przed upływem roku podatnik wycofał samochód ze swej firmy i dokonał darowizny na rzecz swojej żony. Darowizna dla żony nie jest opodatkowana podatkiem od darowizn. W przypadku sprzedaży pojazdu w przyszłości (jeśli upłynie kolejnych 6 miesięcy), żona nie zapłaci podatku dochodowego. Ot i po problemie. Dyrektor Izby Skarbowej urzędowo potwierdził, że przedstawiony model jest legalny. Nota bene – podatnik będzie mógł zaliczać do kosztów podatkowych wydatki eksploatacyjne na ten samochód swojej żony, w ramach limitu tzw. kilometrówki.

Jak widać – można bez trudu, z ministerialnym potwierdzeniem, rozmontować misterną konstrukcję ograniczeń fiskalnych na samochody osobowe.

Z doświadczenia wnoszę, że ograniczenia odliczeń VAT zostaną zneutralizowane rynkowym renesansem oferty samochodów typu pick-up. Kilka lat temu można było obserwować wysyp tego typu pojazdów (nadają się one nawet i dla sekretarek i na rodzinny wyjazd dyrektora na wakacje; tylko trudniej zaparkować).

Po co nam takie przepisy? Nie dość mamy powszednich problemów?

Pan Premier zapewne nie ma takiej świadomości. Chyba trochę szkoda.

Skoro niewiele dają, przygotowywane doraźnie i raczej w duchu zatwardziałego uporu niż rozumu, rozwiązania „pro fiskalne”, czy istnieją alternatywne sposoby myślenia w tym temacie?

Tak. Trzeba tylko założyć, że pracownicy skarbówki poważnie zajmą się przede wszystkim kontrolą działań (obecnie kontrolują głównie księgi) podatkowych cwaniaków.

Można stworzyć przepisy z domniemaniem, że każdy samochód osobowy w firmie jest po części wykorzystywany na potrzeby osobiste prywatnych osób. W związku z tym – ograniczyć roczną kwotę kosztów podatkowych o jakąś zryczałtowaną część wartości samochodu (np. 0,1% podstawy amortyzacji). Gdyby taki przepis był krzywdzący, podatnik mógłby korzystać z wyjątku od ograniczenia, pod warunkiem, że udowodni brak używania pojazdu na cele pozafilmowe.

Można też w pełni zaufać podatnikom. Ale w zamian – wzmóc kontrole faktycznego wykorzystania samochodów (np. porównując zużycie paliwa z udokumentowanymi celami wyjazdów biznesowych itp.). Delikwentów złapanych na oszustwie trzeba by dotkliwie karać, na co pozwalają obecnie obowiązujące przepisy karno-skarbowe.

 

Można też dalej opowiadać głodne kawałki o jajkach wożonych porszakami…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: